|
Puchatkowo
- nasze początki...
Mój pierwszy kot
to była czarna, długowłosa koteczka. Dałam jej na imię Puchatek...
Kiedy do mnie trafiła, była już dorosła i po przejściach... W grudniu
2007 roku zachorowała
na nerki... Opisywałam jej historię i codzienne życie na forum.miau.pl.
Dzięki wsparciu dziewczyn z forum,
również a właściwie
przede wszystkim finansowemu,
udało się przedłużyć jej życie o kilka miesięcy...
Odeszła w ostatni dzień marca 2008 roku...
Nie ukrywam, że rozpaczałam... nawet bardzo... niektórzy
twierdzili, że po kocie to
nie wypada aż tak bardzo...
Ktoś mi wtedy powiedział na
pocieszenie, że i jej choroba i jej
odejście nie może być na darmo, że może było po coś...
Że są inne koty, które też potrzebują pomocy...
Że skoro tyle osób potrafiło się zjednoczyć dla jednego,
potrzebującego, chorego kota, to nie zmarnujmy tego
i zacznijmy pomagać innym puchatym, też po przejściach...
Grupa osób, która się zebrała, nazwała się
PUCHATKOWO, na cześć mojej nieżyjącej koteczki...
No i zaczęłyśmy pomagać puchatym czyli
długowłosym kotom.. ze
szczególnym naciskiem na persy i persopodobne...
Dlaczego właśnie takie? A dlatego, że one mają trudniej... mają długie
futro, płaski pyszczek,
zostały przystosowane do życia z
człowiekiem i przez
człowieka
uzależnione od
człowieka...
Taki kot nie radzi sobie sam z
pielęgnacją futra, taki kot ma kłopoty z
oczami. Kiedy znajdzie się w schronisku czy zostanie wyrzucony na ulicę
albo do lasu, to w krótkim czasie z puchatej kuleczki robi
się tragiczne, skołtunione nieszczęście...
niejednokrotnie skołtunione czy nawet sfilcowane futerko,
powoduje, iż
kot zaczyna cierpieć na odparzenia,
grzybicę czy podobne, równie przykre problemy ze
skórą.
Nie mówiąc już o tym, że persy i persopodobne mają większe
niż inne koty, kłopoty z nerkami.
Życie ‘na wolności’ jeszcze bardziej te kłopoty
pogłębia.
Skoro człowiek aż tak uzależnił te koty
od siebie, to obowiązkiem
człowieka jest im pomóc w nieszczęściu...
aamms
|