27 maja 2006 roku, sobota
Właśnie wróciłam
do domu z kotką "perską" z noskiem. Została znaleziona wczoraj na
działkach pod Hutą Warszawa. Od dziadka, u którego
pomieszkiwała przez ostatnie tygodnie dowiedziałam się, że
przemieszkała na tych działkach całą zimę.. Podobno żywiła się tym co
udało jej się znaleźć i suchym chlebem, który dziadek
wysypywał dla ptaków. Dziadek mówił, że widział
ją jesienią w całkiem niezłej kondycji, potem zawieruszyła się na całą
zimę i znalazła się dopiero jakiś miesiąc temu. Dziadek ją przygarnął
podobno już prawie umierającą. Jakoś doszła do siebie, chociaż karmiona
była czymkolwiek i to cokolwiek było raczej wątpliwej świeżości.
Kicia jest z całą pewnością
domowa, nie wiem czy wyrzucona czy się zgubiła ale jej stan świadczy o
tym, że tę zimę NAPRAWDĘ przeżyła na działkach. Jak ją zobaczyłam to
była prawie całkowicie łysa. Skołtunione futro sfilcowało się do tego
stopnia, że samo zaczęło odpadać od skóry. Wczoraj zostały
wyciągnięte z kici trzy kleszcze. Jeden siedział pod okiem i był
większy niż oko.
Napisałam, że kicia była prawie łysa, bo
został jej na grzbiecie kawał sfilcowanego futra, który
jeszcze dość mocno się trzymał. Ogon stanowił jedno kłębowisko
gruzłów, tak samo łapki. Kicia została dzisiaj złapana na
działkach. Na miejscu zostały oczyszczone uszka, wymyte oczy i troszkę
powycinane kołtuny.
Następnie pojechałam z nią do lecznicy,
gdzie pobrano jej krew do badań, wyniki będą jeszcze dzisiaj. Na
szczęście filcowe siodło z grzbietu udało się zdjąć i wyciąć wszystkie
kołtuny z łapek i ogona. Oczka są w niezłym stanie, w uszach śladowe
ilości świerzbowca, ząbki do remontu, temperatura w normie. Kicia jest
niesterylizowana i podobno wczoraj jeszcze miała rujkę. Na razie do
momentu poznania wyników badań nie wiem co dalej. Na 100%
trzeba ją odrobaczyć, wykastrować i zaszczepić, i pozbyć się do końca
świerzbowca z uszu.
Wygląda prawie jak persiczka o imieniu
Sówka, która też szukała domu na forum, nawet
układ kolorystyczny pysia jest bardzo podobny, tylko kolory nieco
jaśniejsze. W związku z tym dostała robocze imię Sówka bis.
Oczy ma w kolorze złotomiedzianym a jej umaszczenie można chyba
określić jako niebieski szylkret z białym.
Siedzi teraz w
oddzielnym pokoju. Dostała troszkę mokrego jedzonka, które
zniknęło w zastraszającym tempie. Kuwetkę panienka również
dostała, nawet jej pokazałam gdzie stoi, ale jeszcze nie wiem czy nie
zapomniała jak się korzysta z tego sprzętu. Zobaczymy.
No i w ten
sposób
trafiła do mnie kolejna persia bieda, którą zabrałam w celu
wyleczenia i szukania jej domu. Kocisko było naprawdę w strasznym
stanie i zobaczyłam to dopiero jak sobie usiadła na biurku, na
które poświeciło słoneczko, oczywiście na Sówkę
również i okazało się, że przez prawie przezroczystą, łysą
skórę widać wszystkie kosteczki na łapkach. Nie ukrywam, że
nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tak skrajnie wyniszczonym
kotem i nie wiedziałam jak jej pomóc. Forumowicze na
szczęście służyli radą i pomocą, wiele osób z forum miau z
forum kotów perskich pomogło mi finansowo i fizycznie wożąc
mnie z kicią do lecznic i właściwie tylko dzięki nim mogłam
spróbować pomóc Sówce.
Wyniki
badań krwi pokazały, że nerki są w złym stanie, niezbędne są
kroplówki, które obniżą wysoki poziom
parametrów nerkowych i konieczna jest karma dla
kotów z problemami nerkowymi. Na szczęście usg nerek
pokazało, że kicia nie ma przypadłości charakterystycznej dla
persów – torbielowatości nerek.. Wstąpiła we mnie
nadzieja, że leczenie przyniesie poprawę stanu koteczki i po
wyzdrowieniu można będzie jej szukać domu na stałe.
Zaczęło
się
latanie do lecznicy na
kroplówki i zastrzyki. Co jakiś czas powtarzane były badania
krwi, żeby sprawdzić poziom mocznika i kreatyniny, który
pokazywał czy i jak szybko kicia wychodzi z problemów
nerkowych. Dodatkowym problemem był fakt, że Sówka
zapomniała jak korzystać z kuwetki. Omijała ją starannie ale na
szczęście upodobała sobie kawał gumowanej wykładziny, więc sprzątanie
nie stanowiło problemu. Kolejny problem stanowiła łysa i poraniona
skóra na grzbiecie, którą Sówka
zaczęła od razu intensywnie myć, co powodowało potężne wysuszanie i
powstawanie strupków. Smarowałam ją żelem aloesowym,
który w ekspresowym tempie zlikwidował przesuszenie i
strupki i po niedługim czasie podczas buziaczków zaczęłam
wyczuwać delikatny meszek, który nieśmiało zaczął porastać
Sówkę.
14 czerwca 2006,
środa
Sówka całkiem nieźle nabrała
ciałka.. Widać to tym bardziej, że jeszcze nie ma futerka.. Tylko na
karku.. Kilka dni temu był kołnierzyk, potem bolerko a teraz już
króciutki żakiecik.. Odrastające futerko sięga aż za
przednie łapki.
Od
samego
początku, mimo tak strasznego stanu i jeszcze straszniejszych przeżyć,
garnęła się do mnie na ręce, obejmowała mnie łapkami za szyję, czego
nie robił dotąd żaden z moich kotów, podtykała łepek do
głaskania i całowania, kładła się obok, wystawiała łysy i chudy
brzuszek do głaskania, mruczała bez chwili przerwy i w powietrzu
przebierała łapkami Nie zrażała się kłuciem podczas
kroplówek, zastrzykami i czyszczeniem uszu. Nie mogłam się
nadziwić skąd u niej tyle zaufania do człowieka po tym co przeżyła
wcześniej, tym bardziej, że po jakimś czasie dowiedziałam się, że na
tych działkach zdążyła jeszcze urodzić kociaki, które jednak
nie przeżyły, a umierająca Sówka przyszła po pomoc już po
śmierci maluchów.
3 lipca 2006,
poniedziałek
Coraz piękniejsze umaszczenie wychodzi
na Sówce. Żakiecik już coraz dłuższy, porośnięty prawie
dwucentymetrowym futerkiem, z którego wyrastają pojedyncze
dłuższe włoski. Zaczynamy już nosić kolorowe futrzane porteczki, a na
miejscu siodła, futerko już prawie centymetrowe, głównie
koloru rudawego, ale wychodzą niebieskie i białe plamy. Na brzuszku
znalazłam dwie duuuże kropy z niebieskiego futerka, a cały brzuszek
będzie biały. Po prostu kicia pięknieje z dnia na dzień i nabiera coraz
więcej sił. Już może wskakiwać na kanapę i zeskakiwać z niej. Na samym
początku miała z tym ogromne trudności ale dalej wygląda niezwykle
delikatnie i krucho, chociaż już nie boję się brać ją na ręce.
Sówka
wychodziła z choroby w
niezłym tempie, powoli zaczęłam ją zapoznawać z moimi kotami i cały
czas zastanawiałam się co mam zrobić – szukać jej domu czy
zostawić. Argumentem za szukaniem innego domu był fakt, że byłby to
mój ósmy kot, a wobec perspektywy kończącej się w
sierpniu mojej umowy o pracę, wyglądało dość przerażająco. Argumentem
za zostawieniem, chyba najważniejszym, był prawdopodobny wiek
Sówki. W końcu jak doszła do siebie i odzyskała siły weci
określili jej wiek na dobrze ponad dziesięć lat. I jak w tej sytuacji
miałam narażać kocią staruszkę po przejściach na dodatkowe stresy?
W końcu zdecydowałam, że jeśli przedłużą mi umowę o pracę –
Sówka zostanie, a ja jakoś sobie poradzę. A tak wyglądały
moje wahania:

15 lipca, sobota
Wyniosłam kicię do futer i posadziłam na
stole przy komputerze. Siedziała tam do chwili kiedy znowu nie
przyszłam. Wlazła mi na kolana i tak siedziała. Gdzieś koło
siódmej wieczorem położyłam się na chwilkę na tapczanie, a
Sówkę posadziłam obok. Chwilka jakoś zamieniła się w całkiem
twardy sen do pierwszej w nocy, a moja Sówka CAŁY CZAS, bez
ruchu siedziała koło mnie. Nie miała najmniejszej ochoty na zwiedzanie.
No i co ja mam robić, jak ona cały czas daje mi do zrozumienia, że
jestem dla niej najważniejsza??
Dosłownie dwa
dni
później
dowiedziałam się, że jednak pracę mam i co więcej – mam umowę
na czas nieokreślony, no i decyzja mogła być tylko jedna, tym bardziej,
że z resztą moich kotów powolutku zaczęła się dogadywać..
21
lipca, piątek
No to co mi innego
pozostaje..
Sówka zostaje..
Od tej chwili Sówka dołączyła
do mojego domowego stadka, z którym nawet się zaprzyjaźniła.
Została odrobaczona i zaszczepiona. Od czasu do czasu powtarzamy
badania krwi, żeby sprawdzić w jakim stanie są nerki. Jak na razie
wszystko jest w porządku. Dopiero niedawno dowiedziałam się od swojej
przyjaciółki dlaczego nawet nie próbowała mnie
namawiać na szukanie domu Sówce. Tak mi napisała na forum:
„Wystarczyło
popatrzeć na wyraz Twoich oczu jak łysa i niemal przezroczysta
Sówka obejmowała Cię łapkami za szyję i popatrzeć na
Sówkę wodzącą wzrokiem za Tobą, by stwierdzić, że to
beznadziejny przypadek wzajemnego zakochania się. Persia staruszeczka
wykopała sobie tymi chudziutkimi (wtedy) łapeczkami dziurkę w Twoim
sercu, zwinęła się tam w kłębuszek
i jak tu ruszyć taka istotkę z
miejsca, które sobie wybrała na resztę życia? Się nie
da.”
I
pozostało mi tylko jedno – zmienić pisownię imienia na
„ Suffka”, żeby już od razu
było widać, że należy do
rodziny.
|